Malia stała pod ścianą ze skrzyżowanymi rękoma. Głowę odchyliła do tyłu i uchyliła delikatnie usta. Czuła się spełniona. Czuła, jak narasta w niej poczucie dumy. Czuła się jak bohater. Bohater z krwią na dłoniach. Ale czy to nie jest właśnie jej natura? Czy ona nie zabija? Zrobiła to, gdyż tak było trzeba. To był potwór. Tak, zrobiła dobrze.
Wszyscy wrócili z tej wyprawy cali. No, nie do końca. Derek. Znowu jest nastolatkiem. W dodatku nic nie pamięta. Czuła się winna. To przez nią. To przez nią Argent go dorwała i...
- Hej!- wykrzyknęła Lydia.- Nie myśl o tym więcej- podeszła do niej i delikatnie nią potrząsnęła łapiąc za jej masywne ramiona.- Tak musiało być. Damy sobie radę- uśmiechnęła się, choć w jej głowie kłębiły się tysiące myśli. Wiedziała, że wcale nie będzie dobrze.- Nie możesz się obwiniać. Wszyscy braliśmy w tym udział- westchnęła. Lekko zatoczyła się do tyłu, a Malia momentalnie ją złapała.
- Woah, Lydia, co się dzieje?- spytała trzymając dziewczynę, której nogi były jak z waty.
- Zabierz mnie stąd- wyszeptała zamykając oczy.
Do Malii podbiegł Scott, który wziął w ramiona Lydię. Zaniósł ją do szatni i posadził na podłodze tak, aby dotykała plecami ściany.
- Lydia, Lydia, hej- Scott lekko nią potrząsał.
Kiedy w końcu dziewczyna się wybudziła, wszyscy zebrali się. Douglas, Kira, Stiles i Derek. Dziewczyna była zdruzgotana.
- Lydia, co widziałaś?- spytał Douglas kucając przy niej.
- Przecież mogła po prostu zemdleć- szepnęła Kira trzymając w prawej dłoni Katanę.
- Nie sądzę, żeby takie publiczne chodzenie z tym mieczem było rozsądne- odparł Stiles odsuwając się od Kiry.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
- To jeszcze nie jest koniec- wyszeptała Lydia po czym znowu zemdlała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz